Kora zmarła 28 lipca 2018 roku
Kora była nie tylko wokalistką, ale przede wszystkim symbolem wolności, odwagi i autentyczności. Jej twórczość i osobowość inspirowały kolejne pokolenia. 28 lipca 2018 roku, o świcie, po długiej walce z chorobą nowotworową, zmarła w swoim domu, otoczona rodziną i przyjaciółmi. Miała 67 lat. Jej odejście poruszyło całą Polskę, a pamięć o niej wciąż jest żywa.
„Ta śmierć była cały czas między nami”
Kamil Sipowicz, mąż Kory, w rozmowie z Pauliną Sawicką w programie „Ale zanim pójdę...” wrócił do ostatnich lat wspólnego życia. Para była razem ponad 40 lat, wspierając się w najtrudniejszych chwilach. Kiedy w 2013 roku Kora usłyszała diagnozę – rozsiany rak jajnika z przerzutami do otrzewnej – nie poddała się. Przeszła operacje, chemioterapie, a w 2016 roku osiągnęła remisję. Niestety, w 2018 roku choroba wróciła. Przez cały ten czas, mimo ciężkiej sytuacji, nie rozmawiali o śmierci.
Ja z Korą nie rozmawiałem na ten temat, ponieważ panicznie bałem się z nią rozmawiać o śmierci. Ta śmierć była cały czas między nami, to po co jeszcze o niej gadać, prawda? Jak żeśmy z nią walczyli? No ona była z tyłu umysłu. Po co werbalizować, prawda?
„Nie można usiąść i rozpaczać, i płakać, i myśleć o śmierci”
Kora do końca nie rezygnowała z życia publicznego – występowała w „Must Be the Music”, spotykała się z fanami, tworzyła. Dla niej to była forma terapii i walki z chorobą. „To jej dawało ogromną siłę” – wspominał jej mąż. Podkreślił przy tym, jak ważne jest codzienne wsparcie i obecność. „Nie można usiąść i rozpaczać, i płakać, i myśleć o śmierci, bo w tej chwili człowiek sam się załamie i nic nie zdziała. Tu naprawdę trzeba dużo działać. To nie jest proste” – mówił Sipowicz. Kora do końca pozostała silna, odważna i gotowa na wszystko.
Nigdy w życiu nie powiedziała, że się boi śmierci, umierania. Mówiła, że chce żyć, ale nie robiła żadnych scen. Śmiała była, po prostu odważna, z otwartą przyłbicą.
„Istnieje życie po śmierci”
Po śmierci Kory jej mąż kompletnie się załamał. W podcaście portalu Kozaczek wspominał, że wykąpał się w jeziorze, w którym wcześniej rozsypał jej prochy. „Wykąpałem się w tym jeziorze. (...) Wielu ludzi będzie uznawać mnie za wariata. (...) To było naturalne. Stałem na pomoście (...) i po prostu skoczyłem z tego pomostu do tej wody, i akurat były tam te prochy. Ja po jej śmierci byłem w strasznie dziwnym stanie” – dodał.
My z Korą zawsze sobie mówiliśmy, że jedno bez drugiego nie może żyć. I że jak ja umrę, to Kora też nie będzie mogła żyć i ja mówiłem to samo. Okazuje się, że istnieje życie po śmierci... – mówił w porannej rozmowie w RMF FM w 2018 roku.
„ Żyję (…), ponieważ czuję opiekę i ochronę Kory. A byłem w tak skrajnych różnych sytuacjach przez ostatnie dwa miesiące, że bez jej pomocy bym najprawdopodobniej nie przeżył, więc wydaje mi się, że jej zależy, żebym żył, żebym był zdrowy, żebym działał” – dodał.
- Kora przeżyła prawdziwe piekło w dzieciństwie. Zakonnice wiedziały o wszystkim
- Stachursky po latach ujawnił prawdę o Korze. Mało kto o tym wiedział. „Od samego początku to było po prostu takie uderzenie”
- Dlatego Kora nie zostawiła testamentu. Szczere wyznanie Kamila Sipowicza: „panicznie bałem się z nią rozmawiać o śmierci”
- Kora była w związku z Ryszardem Terleckim. „Bardzo mnie dręczył”
- Będzie koncert na cześć Kory. Znamy datę emisji w TV i listę gości


