„Nigdy w życiu nie powiedziała, że boi się śmierci”. Mija 8 lat od śmierci Kory

28 lipca 2018 roku, o godzinie 5:30, świat polskiej muzyki stracił jedną ze swoich największych legend. Kora, charyzmatyczna wokalistka Maanamu, artystka, poetka i ikona popkultury, odeszła w otoczeniu najbliższych w swoim domu na Roztoczu. Przez lata walczyła z chorobą, ale do końca pozostała wierna sobie – odważna, szczera i niepokorna. Dziś, w ósmą rocznicę jej śmierci, wracamy do wspomnień jej męża, Kamila Sipowicza, który w rozmowie z RMF FM szczerze opowiedział o ostatnich latach życia Kory.
Kora zmarła 8 lat temu, fot. TRICOLORS, źródło: AFP/East News
  • 28 lipca 2018 roku zmarła Kora, legendarna wokalistka Maanamu.
  • Jej mąż, Kamil Sipowicz, wspominał, że para nie rozmawiała o śmierci, a Kora traktowała działalność artystyczną jako formę terapii i walki z chorobą, nie poddając się rozpaczy.
  • Po śmierci Kory Sipowicz przeżywał trudne chwile, jednak czuje jej duchową obecność i opiekę, co pomaga mu przetrwać i działać mimo ogromnej straty.
  • Odwiedź stronę główną RMF FM.

Kora zmarła 28 lipca 2018 roku

Kora była nie tylko wokalistką, ale przede wszystkim symbolem wolności, odwagi i autentyczności. Jej twórczość i osobowość inspirowały kolejne pokolenia. 28 lipca 2018 roku, o świcie, po długiej walce z chorobą nowotworową, zmarła w swoim domu, otoczona rodziną i przyjaciółmi. Miała 67 lat. Jej odejście poruszyło całą Polskę, a pamięć o niej wciąż jest żywa.

„Ta śmierć była cały czas między nami”

Kamil Sipowicz, mąż Kory, w rozmowie z Pauliną Sawicką w programie „Ale zanim pójdę...” wrócił do ostatnich lat wspólnego życia. Para była razem ponad 40 lat, wspierając się w najtrudniejszych chwilach. Kiedy w 2013 roku Kora usłyszała diagnozę – rozsiany rak jajnika z przerzutami do otrzewnej – nie poddała się. Przeszła operacje, chemioterapie, a w 2016 roku osiągnęła remisję. Niestety, w 2018 roku choroba wróciła. Przez cały ten czas, mimo ciężkiej sytuacji, nie rozmawiali o śmierci. 

Ja z Korą nie rozmawiałem na ten temat, ponieważ panicznie bałem się z nią rozmawiać o śmierci. Ta śmierć była cały czas między nami, to po co jeszcze o niej gadać, prawda? Jak żeśmy z nią walczyli? No ona była z tyłu umysłu. Po co werbalizować, prawda?

„Nie można usiąść i rozpaczać, i płakać, i myśleć o śmierci”

Kora do końca nie rezygnowała z życia publicznego – występowała w „Must Be the Music”, spotykała się z fanami, tworzyła. Dla niej to była forma terapii i walki z chorobą. „To jej dawało ogromną siłę” – wspominał jej mąż. Podkreślił przy tym, jak ważne jest codzienne wsparcie i obecność. „Nie można usiąść i rozpaczać, i płakać, i myśleć o śmierci, bo w tej chwili człowiek sam się załamie i nic nie zdziała. Tu naprawdę trzeba dużo działać. To nie jest proste” – mówił Sipowicz. Kora do końca pozostała silna, odważna i gotowa na wszystko

Nigdy w życiu nie powiedziała, że się boi śmierci, umierania. Mówiła, że chce żyć, ale nie robiła żadnych scen. Śmiała była, po prostu odważna, z otwartą przyłbicą.

Zobacz także
Stachursky po latach ujawnił prawdę o Korze. Mało kto o tym wiedział. „Od samego początku...”
Jacek Stachursky znów zaskoczył fanów. Tym razem, wykonując legendarny przebój „Kocham cię, kochanie moje” zespołu Maanam podczas wizyty w RMF FM. Artysta nie krył wzruszenia i podzielił się osobistymi wspomnieniami związanymi z Korą oraz początkiem…

„Istnieje życie po śmierci” 

Po śmierci Kory jej mąż kompletnie się załamał. W podcaście portalu Kozaczek wspominał, że wykąpał się w jeziorze, w którym wcześniej rozsypał jej prochy. „Wykąpałem się w tym jeziorze. (...) Wielu ludzi będzie uznawać mnie za wariata. (...) To było naturalne. Stałem na pomoście (...) i po prostu skoczyłem z tego pomostu do tej wody, i akurat były tam te prochy. Ja po jej śmierci byłem w strasznie dziwnym stanie” – dodał.

My z Korą zawsze sobie mówiliśmy, że jedno bez drugiego nie może żyć. I że jak ja umrę, to Kora też nie będzie mogła żyć i ja mówiłem to samo. Okazuje się, że istnieje życie po śmierci... – mówił w porannej rozmowie w RMF FM w 2018 roku. 

„ Żyję (…), ponieważ czuję opiekę i ochronę Kory. A byłem w tak skrajnych różnych sytuacjach przez ostatnie dwa miesiące, że bez jej pomocy bym najprawdopodobniej nie przeżył, więc wydaje mi się, że jej zależy, żebym żył, żebym był zdrowy, żebym działał” – dodał. 

Zobacz także
Kora przeżyła prawdziwe piekło w dzieciństwie. Zakonnice wiedziały o wszystkim
Olga „Kora” Jackowska bez tabu opowiadała o przemocy i molestowaniu, jakich doświadczyła w dzieciństwie. Poznaj historię ukrytą za kulisami wielkiej kariery gwiazdy Maanamu.
Czytaj dalej: