Czy adwokat wierzy w niewinność swojego klienta? „Wiara jest domeną religii, nie procesu karnego”
Gdy opinia publiczna domaga się surowej kary, a media dzień po dniu relacjonują kolejne szczegóły brutalnej zbrodni, niewielu zastanawia się nad człowiekiem siedzącym po drugiej stronie sali sądowej – obrońcą. To właśnie adwokaci reprezentują osoby, które dla wielu zostały skazane jeszcze przed wydaniem wyroku. Mecenas Paweł Matyja zapytany o to, czy adwokat musi wierzyć w niewinność swojego klienta, odpowiada:
Wiara jest domeną religii, nie procesu karnego. Nie jestem od tego by wierzyć. Jestem od tego, by dopilnować, aby nawet człowiek oskarżony o najgorszą zbrodnię nie został pozbawiony prawa do obrony tylko dlatego, że społeczeństwo pod wpływem emocji, zbiorowej histerii, czy medialnego linczu nie zawsze mającego cokolwiek wspólnego z rzeczywistością krzyczy pod adresem sądu „ukrzyżuj go”.
Mężczyzna zapewnia, że jego rolą nie jest osądzanie oskarżonego, a tylko wykonywanie swoich obowiązków zawodowych. Takie podejście sprawia, że w sieci często pojawiają się wpisy mówiące, że nie ma sumienia, a miejsce jego i „zwyrodnialców” jest w piekle.
– Bo skoro im pomagam, wiedząc, że przecież znów mogą popełnić inne przestępstwo, gdy tylko doprowadzę do ich uniewinnienia, to widać jestem gorszy niż oni. Tego rodzaju komentarze wynikają jednak z daleko idącego niezrozumienia specyfiki zawodu adwokata. Nie ma w nim miejsca na klauzulę sumienia. Czy ktoś pyta lekarza dlaczego uratował życie zabójcy albo gwałciciela? Dlaczego przepisał mu leki lub przeprowadził niezbędną operację, gdy być może lepiej byłoby gdyby świat był wolny od takich ludzi? Czy ktoś pyta księdza dlaczego udzielił grzesznikowi rozgrzeszenia i ulżył jego sumieniu? Nie. I dobrze. Bo do tego te zawody zostały powołane. Podobnie jest z adwokatem. Broni człowieka – nie czynu.
Sprawa Leszka Pękalskiego: Paweł Matyja wierzy w niewinność Wampira z Bytowa
W swojej książce Matyja pisze między innymi o sprawie Leszka Pękalskiego, zwanego też „Wampirem z Bytowa”, który zadeklarował popełnienie blisko 90 zabójstw (a potem jednak 60-70). Najmłodsza ofiara miała mieć 6 miesięcy, najstarsza 79 lat. Pod względem samych liczb Pękalski mógłby być najskuteczniejszym seryjnym mordercą, jakiego widział nasz kraj. Dla opinii publicznej to ekstremalnie niebezpieczny człowiek, „syn diabła” czy „wcielenie szatana”. Adwokat rozmawiał z Leszkiem Pękalskim na żywo i przez telefon, próbując dojść do tego, co tak naprawdę wydarzyło się w przeszłości. Wnioski miał jedne: „Jak człowiek bardzo ubogi, sypiający rzekomo w lasach jak twierdzili śledczy, miałby podróżować z taką częstotliwością po kraju jak ta opisana w zarzutach – co generowałoby niemałe skądinąd koszty – by mordować i gwałcić niczym wytrawny łowca, zapuszczający się w coraz odleglejsze rewiry”.
Kogo, lub czego, broni adwokat na sali sądowej?
W rozmowie z RMF FM adwokat odnosi się także do samych „diabłów”, które – jego zdaniem – rzadko wyglądają tak, jak wyobraża je sobie społeczeństwo.
- I może właśnie to bywa najbardziej niepokojące – świadomość, że zło nie zawsze ma twarz potwora. Że „diabeł” nie zawsze jest tym złym. Że czasem „złem” jest źle działający wymiar sprawiedliwości. Bronię zasad. Bo jeśli prawo do obrony będzie przysługiwało tylko ludziom, których łatwo polubić albo którzy nie budzą społecznych emocji, to przestanie być prawem. Stanie się przywilejem – pada.
Czy adwokaci boją się klientów oskarżonych o poważne przestępstwa?
Wbrew powszechnym wierzeniom, osoby zasiadające na ławie oskarżonych, nie przerażają naszego rozmówcy. Mecenas Matyja tłumaczy, że nie ma powodu, aby bać się swoich klientów. – Pytanie adwokata, czy boi się ludzi, jest trochę jak pytanie chirurga, czy boi się krwi. To zawód, który uczy patrzeć głębiej, nie ulegać wrażeniom. (…) Diabły też mają prawo do obrony – dodaje.
W książce, nawiązując do wspominanego Leszka Pękalskiego, pada stwierdzenie, że jeśli autor spotkałby skazanego na ulicy, nie znając go, byłby przekonany, że ma do czynienia ze zwykłym starszym panem, być może potrzebującym pomocy. – Na pewno nie z człowiekiem, którego należy się bać, ba! – przed którym należy chronić całe społeczeństwo. Nie dostrzegałem w nim żadnego zagrożenia i widząc go, nawet nie umiałem sobie za bardzo wyobrazić, na czym miałoby ono polegać – czytamy.
Autor podkreśla, że „państwo, które odmawia prawa do obrony „najgorszemu” człowiekowi, wcześniej czy później odmówi go także niewinnemu”. Dodaje też, że takie rzeczy już zaczynają się dziać.
Zamiast klientów, bałbym się raczej świata, w którym człowiek zostaje sam naprzeciw państwa, tłumu i wyroku wydanego przed procesem. Wina nie ma dla mnie znaczenia w tym sensie, w jakim wyobrażają to sobie media. Nie jestem od moralnego rozgrzeszania moich klientów. Jestem adwokatem. To znaczy, że stoję obok człowieka wtedy, gdy wszyscy inni już się od niego odwrócili. Tak widzę swoją rolę – mówi.
O rozmówcy:
Paweł Matyja to adwokat specjalizujący się w sprawach karnych, procesach poszlakowych, przestępczości zorganizowanej i przestępczości tak zwanych „białych kołnierzyków”. Obrońca w wielu głośnych procesach kryminalnych. Był pełnomocnikiem m.in. Tomasza Komendy czy Leszka Pękalskiego. Obrońca m.in. Ryszarda Boguckiego, Roberta Majchera okrzykniętego „Hannibalem Lecterem”, Jana Ptaszyńskiego, czy skazanego w Niemczech na dożywocie Piotra Pytla w głośnej walce o ułaskawienie. Współzałożyciel Fundacji Dowód Niewinności.
